O autorze
Michał Syska. Dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle'a we Wrocławiu. Publicysta (publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku", "Trybunie", "Krytyce Politycznej", "Przeglądzie", "Le Monde Diplomatique"). Konsultant polityczny. Działacz społeczny.

Sprawy lokalne są polityczne

Przedszkole publiczne czy prywatne? Przestrzeń publiczna czy kontrolowana przez deweloperów? Śródmiejskie autostrady czy dobra komunikacja zbiorowa? Te wybory mają charakter polityczny, a nie technokratyczny.

Na łamach weekendowego magazynu "Dziennika Gazety Prawnej" Rafał Woś rozmawia z prof. Andrzejem K. Koźmińskim o książce Benjamina Barbera pt. "Gdyby burmistrzowie rządzili światem".



Ekonomista z Akademii Leona Koźmińskiego przyznaje, że jest pod wrażeniem publikacji amerykańskiego politologa, w której pojawia się teza, że na szczeblu lokalnym łatwiej o kluczowe decyzje, bowiem proces ich podejmowania nie jest torpedowany przez ideologiczne spory - typowe dla ogólnokrajowej polityki.

Koźmiński zgadza się z Wosiem, że w demokracji musi być spór. Zaznacza jednak, że w samorządach spór ma inny wymiar - pozbawiony jest ów politycznego balastu:

"(...) dotyczy [on] konkretnych rzeczy: w jaki sposób rozwiązać zagadnienia komunikacyjne, w jakim zakresie popierać sport, jaki powinien być model służby zdrowia. Na szczeblu lokalnym nikogo nie interesuje nonsensowna ideologia, która zatruwa umysły politykom."
I dodaje:

"(...) jestem człowiekiem głęboko aideologicznym. Nie mam też nic przeciwko rozwiązaniom elitarystcznym".

Wypowiedź Koźmińskiego wpisuje się w dominujący w naszym kraju dyskurs antypolityczny, który fałszuje rzeczywistość oraz nadaje ideologicznym projektom rys "zdroworozsądkowych", "technokratycznych", "bezalternatywnych".

Przecież wspomniane przez Koźmińskiego "rozwiązania elitarystyczne" mają swoje źródło w ideologii.

Decyzje o modelu polityki społecznej (przedszkola publiczne czy prywatne, szpitale-spółki czy publiczna opieka zdrowotna) wynikają z różnych ideologii i mają charakter stricte polityczny. Podobnie jest z planowaniem urbanistycznym (więcej regulacji czy więcej rynku), kwestiami komunikacyjnymi, ochroną przyrody i wieloma innymi zagadnieniami.

Przez ponad dwie dekady polskiej transformacji polityka lokalna była zdominowana przez paradygmat neoliberalny, który w dyskursie publicznym przedstawiany był właśnie jako aideologiczny. Powstające w ostatnich latach tzw. ruchy miejskie są reakcją sprzeciwu wobec tego paradygmatu (oraz wobec braku realnego sporu o wizję rozwoju miast). I choć to właśnie ruchy miejskiej ponownie spolityzowały dyskusję o samorządach, to wiele z nich - paradoksalnie - od polityki werbalnie się dystansuje. Bo ów absurdalny dyskurs antypolityczny wciąż jest w Polsce silny.

16 listopada będziemy jednak podejmować decyzje polityczne. Bo kształt naszych lokalnych wspólnot to kwestia polityczna.
Trwa ładowanie komentarzy...