Sprawy lokalne są polityczne

Przedszkole publiczne czy prywatne? Przestrzeń publiczna czy kontrolowana przez deweloperów? Śródmiejskie autostrady czy dobra komunikacja zbiorowa? Te wybory mają charakter polityczny, a nie technokratyczny.

Na łamach weekendowego magazynu "Dziennika Gazety Prawnej" Rafał Woś rozmawia z prof. Andrzejem K. Koźmińskim o książce Benjamina Barbera pt. "Gdyby burmistrzowie rządzili światem".


Ekonomista z Akademii Leona Koźmińskiego przyznaje, że jest pod wrażeniem publikacji amerykańskiego politologa, w której pojawia się teza, że na szczeblu lokalnym łatwiej o kluczowe decyzje, bowiem proces ich podejmowania nie jest torpedowany przez ideologiczne spory - typowe dla ogólnokrajowej polityki.

Koźmiński zgadza się z Wosiem, że w demokracji musi być spór. Zaznacza jednak, że w samorządach spór ma inny wymiar - pozbawiony jest ów politycznego balastu:

"(...) dotyczy [on] konkretnych rzeczy: w jaki sposób rozwiązać zagadnienia komunikacyjne, w jakim zakresie popierać sport, jaki powinien być model służby zdrowia. Na szczeblu lokalnym nikogo nie interesuje nonsensowna ideologia, która zatruwa umysły politykom."
I dodaje:

"(...) jestem człowiekiem głęboko aideologicznym. Nie mam też nic przeciwko rozwiązaniom elitarystcznym".

Wypowiedź Koźmińskiego wpisuje się w dominujący w naszym kraju dyskurs antypolityczny, który fałszuje rzeczywistość oraz nadaje ideologicznym projektom rys "zdroworozsądkowych", "technokratycznych", "bezalternatywnych".

Przecież wspomniane przez Koźmińskiego "rozwiązania elitarystyczne" mają swoje źródło w ideologii.

Decyzje o modelu polityki społecznej (przedszkola publiczne czy prywatne, szpitale-spółki czy publiczna opieka zdrowotna) wynikają z różnych ideologii i mają charakter stricte polityczny. Podobnie jest z planowaniem urbanistycznym (więcej regulacji czy więcej rynku), kwestiami komunikacyjnymi, ochroną przyrody i wieloma innymi zagadnieniami.

Przez ponad dwie dekady polskiej transformacji polityka lokalna była zdominowana przez paradygmat neoliberalny, który w dyskursie publicznym przedstawiany był właśnie jako aideologiczny. Powstające w ostatnich latach tzw. ruchy miejskie są reakcją sprzeciwu wobec tego paradygmatu (oraz wobec braku realnego sporu o wizję rozwoju miast). I choć to właśnie ruchy miejskiej ponownie spolityzowały dyskusję o samorządach, to wiele z nich - paradoksalnie - od polityki werbalnie się dystansuje. Bo ów absurdalny dyskurs antypolityczny wciąż jest w Polsce silny.

16 listopada będziemy jednak podejmować decyzje polityczne. Bo kształt naszych lokalnych wspólnot to kwestia polityczna.
Trwa ładowanie komentarzy...