Szef DIL: Czekamy na kolejne nieszczęście?

System kontraktowania usług w ochronie zdrowia wymusza redukcję kosztów, która jest niebezpieczna dla pacjentów - ostrzega szef Dolnośląskiej Izby Lekarskiej.

We wrześniu br. opinię publiczną oburzył przypadek nieudzielenia pomocy 8-letniemu chłopcu w szpitalu akademickim przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. W komentarzu do tej sprawy (m.in. dla TVP Wrocław) zwracałem uwagę na wady systemu (komercjalizacja, wymuszanie cięć kosztów, brak kontroli etc.), które stanowią przyczynę tego typu zdarzeń. Na ten sam aspekt sprawy zwraca też uwagę szef Dolnośląskiej Izby Lekarskiej.


Jacek Chodorski na łamach listopadowego numeru "Medium" wskazuje na problematyczny aspekt finansowania służby zdrowia: "(...) z trzech podstawowych służb odpowiedzialnych za szeroko rozumiane bezpieczeństwo, czyli: policja, straż pożarna i ochrona zdrowia, ta ostatnia jest finansowana na podstawie kontraktowania świadczeń. Gdyby przyjąć ten sam model dla wszystkich służb, to wojewoda powinien podpisać umowę z policją i określić, ile zapłaci za złapanie złodzieja rowerów, ile za włamywacza, ile za kieszonkowca, a ile za ujęcie mordercy. A w przypadku straży pożarnej należałoby określić stawkę za ugaszenie pożaru np. osiedlowego śmietnika i wyższą za ugaszenie pożaru lasu. Przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego obawia się, że przy trzech dyżurujących oddziałach neurochirurgicznych w systemie może zabraknąć pieniędzy. A dla policji czy straży pożarnej też może ich zabraknąć?".

Wprowadzenie kontraktowania, czyli mechanizmów rynkowych (tzw. new public management), do usług publicznych wymusza cięcia kosztów.

Chodorski pisze, że: "nie jest żadną tajemnicą, że dyrekcje szpitali, w ramach oszczędności, redukują personel dyżurny, manipulują czasem pracy, m.in. lekarzy rezydentów, w sposób czasami absolutnie bezprawny przesuwają lekarzy i nakazują pracę na SOR-ach, naliczają "po swojemu" wynagrodzenie za dyżury medyczne itd.".

Wymuszone przez proces urynkowienia cięcia kosztów w funkcjonowaniu placówek ochrony zdrowia zagraża bezpieczeństwu pacjentów.

Szef DIL-u podaje przykład z własnego doświadczenia zawodowego: "Jestem chirurgiem dziecięcym. Kiedy zaczynałem dyżurować w 1986 r. do izby przyjęć zgłaszało się średnio 25 dzieci (pierwsza selekcja odbywała się w izbie przyjęć pogotowia ratunkowego), a dyżurowało nas 5 lekarzy. Dzisiaj "średnia zgłaszalność" wynosi ok. 60 dzieci, a połowa dyżurów w miesiącu jest obsadzana przez... 2 lekarzy. Czekamy na kolejne nieszczęście?".
Trwa ładowanie komentarzy...