Jacek Chodorski na łamach listopadowego numeru "Medium" wskazuje na problematyczny aspekt finansowania służby zdrowia: "(...) z trzech podstawowych służb odpowiedzialnych za szeroko rozumiane bezpieczeństwo, czyli: policja, straż pożarna i ochrona zdrowia, ta ostatnia jest finansowana na podstawie kontraktowania świadczeń. Gdyby przyjąć ten sam model dla wszystkich służb, to wojewoda powinien podpisać umowę z policją i określić, ile zapłaci za złapanie złodzieja rowerów, ile za włamywacza, ile za kieszonkowca, a ile za ujęcie mordercy. A w przypadku straży pożarnej należałoby określić stawkę za ugaszenie pożaru np. osiedlowego śmietnika i wyższą za ugaszenie pożaru lasu. Przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego obawia się, że przy trzech dyżurujących oddziałach neurochirurgicznych w systemie może zabraknąć pieniędzy. A dla policji czy straży pożarnej też może ich zabraknąć?".
Wprowadzenie kontraktowania, czyli mechanizmów rynkowych (tzw. new public management), do usług publicznych wymusza cięcia kosztów.
Chodorski pisze, że: "nie jest żadną tajemnicą, że dyrekcje szpitali, w ramach oszczędności, redukują personel dyżurny, manipulują czasem pracy, m.in. lekarzy rezydentów, w sposób czasami absolutnie bezprawny przesuwają lekarzy i nakazują pracę na SOR-ach, naliczają "po swojemu" wynagrodzenie za dyżury medyczne itd.".
Wymuszone przez proces urynkowienia cięcia kosztów w funkcjonowaniu placówek ochrony zdrowia zagraża bezpieczeństwu pacjentów.
Szef DIL-u podaje przykład z własnego doświadczenia zawodowego: "Jestem chirurgiem dziecięcym. Kiedy zaczynałem dyżurować w 1986 r. do izby przyjęć zgłaszało się średnio 25 dzieci (pierwsza selekcja odbywała się w izbie przyjęć pogotowia ratunkowego), a dyżurowało nas 5 lekarzy. Dzisiaj "średnia zgłaszalność" wynosi ok. 60 dzieci, a połowa dyżurów w miesiącu jest obsadzana przez... 2 lekarzy. Czekamy na kolejne nieszczęście?".
