Gdy historia zmierza ku końcowi, dochodzimy do czasów Janusza Wójcika jako trenera Legii. I tu robi się ciekawie, bo Brychczy ujawnia, że był to czas wielkiej libacji alkoholowej w sztabie szkoleniowym stołecznego klubu, której tempa i intensywności Kici nie wytrzymywał. Niestety, kilka stron dalej Brychczy stwierdza, że podczas "niedzieli cudów" za kadencji Wójcika w 1993 r. Legia grała czysto (6:0 z Wisłą), a jedynie ŁKS kupił mecz z Olimpią (7:1). Problem w tym, że o ile można snuć legendy o meczach z czasów młodości Brychczego, bo nie było wtedy relacji tv i internetu, o tyle dziś można sobie tę parodię futbolu sprzed 21 lat odtworzyć choćby na YouTube. Na tej stronie zakończyłem lekturę książki uznając, że p. Lucjan Brychczy sam postanowił zrobić rysę na swym pomniku. I włączyłem telewizor, a tam w programie "As wywiadu" (Sportklub) Janusz Wójcik we własnej osobie.
Młody dziennikarz cytuje co pikantniejsze szczegóły z nowej, autobiograficznej książki Wójcika pt. "Wójt. Jedziemy z frajerami",. Oaj panowe dowcipkują (część żartów raczej koszarowa) i jedzą sobie z dzióbków. Pytania o korupcję oraz picie wódki przed meczami, w trakcie meczów i po meczach zadawane w tonie raczej żartobliwym (trudno nie odnieść wrażenia, że alkoholowo - seksualne ekscesy byłego selekcjonera kadry narodowej wzbudzają podziw u młodego redaktora). Zero prób konfrontacji Wójcika z relacjami innych osób, dotyczących nie tylko korupcji, pijaństwa, ale także jego wątpliwego warsztatu trenerskiego. Wzmożenie moralne wywołane tzw. aferą korupcyjną sprzed kilku lat, jak widać, już wygasło.
